Rodzice wrócili z Meksyku…
… z tysiącem zdjęć!
Best Of:

czyli mój osobisty lans w sieci
… z tysiącem zdjęć!
Best Of:

Rodzice w Meksyku. Siostra we Francji. Michał na motorze. A ja…

Niedługo zacznę szczekać. Cóż, każdy ma swoje miejsce na(w) tej Ziemi, prawda Bubu?
W ostatni weekend nasze piękne miasto odwiedził Pan Andrzej. W tym czasie w Jeleniej Górze miało miejsce wysoce kulturalne wydarzenie: Krokus Jazz Festiwal, a ponieważ my jakoś trąbek nie lubimy, ruszyliśmy w góry.
Wyciąg krzesełkowy w Karpaczu na Małą Kopę jest nieczynny do 4-go grudnia br. Z tego też powodu 90% ludzi podjeżdżających pod dolną stację wyciągu w ubraniach super-hiper oddychających, nieprzemakalnych, termoaktywnych, amortyzujących, goreteksowych, szybkoschnących, odpornych na wiatr, śnieg, grad, ataki górskich wiewiórek, za grube tysiące, wsiadało z powrotem do swoich samochodzików i furek i odjeżdżało z niesmakiem. Ale nie Gebels, no a my niestety razem z nim ;-). (Trzeba tu dodać, że jak słusznie zauważył mój bardzo mądry mąż, najbardziej marznie się na wyciągu, więc profesjonalne i zgodne z najnowszymi trendami i osiągnięciami współczesnej technologii w tej dziedzinie wyposażenie jest przy wjeżdżaniu na górę absolutnie niezbędne.)
Jak już złapałam oddech, żeby zrobić kilka zdjęć:

No tu już na luziku, rączki w kieszeniach:


Cel podróży (jak mówi mój mądry mąż, najważniejsze to określić cele):

Schronisko “Dom Śląski”. Coś tu nie gra…

A to już kurde nawet nie jest śmieszne. Przed toaletami, przodem do całej sali, siedzi pani, która kasuje 2 zł i kieruje ruchem. Żenujące po prostu.

I znowu pod górę…


I na górze:





Mój mądry mąż. Widzicie krzywiznę Ziemi? ;-) :


Bubu! Można się było spodziewać, w końcu 1602 m n.p.m. to już prawie niebo ;-). W kaplicy sw. Wawrzyńca (1665 r):

Z góry. Równia pod Śnieżką i Dom Śląski :


I z górki:

Chwilami było sennie…

Nagły atak narkolepsji:

W dole Samotnia i Mały Staw:

Koniec wycieczki!

Tym razem pan Miecio nie uruchomił wyciągu, Lepper nie obszczekał krzesełek i nie zwiozłam mojej D. wygodnie na dół. Ledwo chodzę…
Korzystając z pogody i piątku zarządziłam wysokogórską wyprawę. Przez pierwsze 30 minut drogi czarnym szlakiem pod górę zastanawiałam się, skąd się u mnie biorą takie niedorzeczne pomysły. Przez następne 35 przeklinałam konserwatorów wyciągu na Małą Kopę w Karpaczu za pomysł, żeby naprawiać wyciąg w piątek! Dopiero ten widok poprawił mi nastrój:


Zazwyczaj po drugiej stronie Śnieżki są Czechy, ale nie tym razem…





Na drodze z Małej Kopy do Domu Śląskiego trwają intensywne prace nad przystosowaniem drogi dla niepełnosprawnych w ramach akcji “Góry otwarte dla niepełnosprawnych”. Hm… Droga, choć jeszcze nie skończona, już ma swoich amatorów: spotkałyśmy zakręconego spaniela Travisa, który postanowił podczepić się do naszej wyprawy, a potem pognał co sił w łapach w kierunku przeciwnym niż jego właściciel. Na szczęście w porę zareagowałyśmy, właściciel ruszył biegiem za Travisem, a Travis w końcu się skapnął, że zaraz przekroczy granicę z Czechami :-). Grunt, że panowie robotnicy mieli fajrant o 16.00 i zabrałyśmy się z nimi na dół.

Nie, nie koparką. Na ten zjazd pan Miecio uruchomił wyciąg ku ogromnemu zdenerwowaniu jego psa – Leppera.
