Pierwszego dnia wiosny zainaugurowaliśmy sezon w Górach Sokolich.
Plan wysączenia browara w Szwajcarce nie wypalił, bo zaatakowały nas dwa sięgające do pół łydki dzikie (tak mniemam, bo właściciela jakoś ani śladu) Brytany Janowickie, które próbowały pożreć Revelę a potem zapewne nas też. Wisiałam więc na jednym końcu smyczy, a na drugim Revela, która głośno odpierała atak napastników (napastnicy szczekali jednak głośniej – co dwa gardła to nie jedno). Nie wiem, jak by się ta jatka skończyła, gdyby nie Michał, który dołączył do Reveli, a ponieważ nie był na smyczy (akurat tego dnia ;) ), Brytany zwątpiły. Jeszcze rozwinę temat, bo takie sytuacje zdarzają się nam od czasu do czasu i bardzo mnie denerwują (przy czym “denerwują” nie jest tu adekwatnym określeniem, ale miało być bez przekleństw). Jak kupujecie psa, to kupcie sobie jamnika, ratlerka, albo spaniela. Będzie mógł biegać bez smyczy (o kagańcu już nie wspomnę), srać na środku chodnika, gryźć ludzi po łydkach, skakać na nich łapami, atakować inne psy (zwłaszcza te większe od siebie) i ujadać wniebogłosy, i nikt nie zwróci na to uwagi, a jeśli zwróci to najwyżej w ten sposób: “O, jaki słodziutki piesiulek, a jaki odważny, a taki malutki!”. Jak macie psa większego od spaniela to już jest przesrane. MARZĘ o tym, żeby w takiej sytuacji, jaka przydarzyła się nam wczoraj, móc spuścić Revelę ze smyczy, niech szanse będą wyrównane!
Wrrr, całe szczęście Michał pokazał mi szyszkę z “natką” i przestałam się gotować. Na Sokolikach było dużo ludzi, więc postanowiliśmy wejść na Krzyżną Górę. Z resztą nie tylko my.

Droga do Chrystusa nie jest łatwa;). My poszliśmy na skróty.

Widoki:





Revela mało nie zeszła na zawał.





Zasłużony odpoczynek. W tak pięknych okolicznościach przyrody piwo tak smakuje…

… że wycieczkę zakończyliśmy na Shellu.
Niniejszym sezon browarzenia w terenie uważam za otwarty.