Okraj – Śnieżka – Okraj
Jak w temacie. Niedzielna wycieczka. Na kacu. Polska pogrążona w żałobie. To nie było łatwe…
Najpierw szliśmy przez czeski las (szlak niebieski na Czoło na moje szczęście był zamknięty) i walczyliśmy z bólem główki. Gdyby nie kulka mokrego śniegu zawróciłabym już na tym etapie i poczekała na Michała w Toyocie. Potem przedzieraliśmy się przez jakieś chaszcze po śniegu i błocie. Pierwszy kryzys: Wejście na Czarną Kopę. Śniegowa kulka znowu uratowała mi życie. Z góry podziwialiśmy między innymi perełkę Karpacza, czyli Hotel Gołębiewski. Brrr, coś okropnego. Btw. Nie wiem, kto zaprojektował takie paskudztwo w stylu nibyzakopiańskim plus dachy w stylu chińsko-japońskim, plus balkoniki w stylu cygańskich dworków z centralnej Polski. A kto zatwierdził projekt??? Zrobiło mi się słabo, ale droga Czarnym Grzbietem była łatwa i przyjemna, więc odetchnęłam, jak tylko Gołębiewski zniknął mi z oczu…


Najgorsze miało dopiero nadejść…

Michał poprawił osprzęt…

I ruszyliśmy.

Trochę wiało, trzymaliśmy się wszystkiego, czego można było się złapać.

Ja trzymałam się kaptura.


Co było potem? Podejście na Śnieżkę. Gdy resztkami sił dotarłam do miejsca, gdzie Droga Jubileuszowa (przy tej nazwie na mapie w nawiasie stoi jak byk: “Letnia”) na Śnieżkę spotyka się ze szlakiem czerwonym, okazało się, że przejścia w zimie nie ma. A jaka byłam zdziwiona! Poszliśmy prosto przed siebie, na przełaj. Pod górkę. Sprawdziłam na mapie: odległość: 325 m, różnica poziomów: 102 m, (krótko mówiąc: pionowo pod górkę), czas przejścia: nieskończoność. Zdjęć z tego etapu wycieczki nie ma. Ja i tak widziałam tylko zimną butelkę Coca-Coli, i tylko dzięki tej wizji osiągnęliśmy cel. Ugasiłam pragnienie, a Michał podsuszył skarpetki i ruszyliśmy w drogę powrotną, bo na Śnieżkę zaczęli schodzić się tłumnie ludzie, którzy akurat nie pojechali do Krakowa, a nie mogli spędzić niedzieli w hipermarkecie.
A powrót to była bułka z masłem: po śniegu po prostu zjechaliśmy na butach.

A teraz niespodzianka: Wycieczka nie zakończyła się na Statoil, byłam tak zmęczona, że nie pamiętam co było po powrocie do domu…



