Śnieżne Kotły “od dołu”
Mordercza 5-cio godzinna i mało lanserska trasa. Mało lanserska, bo chyba niezbyt popularna więc i pokazać swojego nowiutkiego full-wypas outfitu i okularów z filtrem polaryzacyjnym, oraz najnowszego modelu Nikona z lufą jak teleskop Hubble’a nie ma komu. Na dodatek szlak wiedzie przez las, a jak nie przez las to po kamieniach, albo jedno i drugie jednocześnie. Całe szczęście w połowie drogi jest mało przytulnie położone schronisko, które miało jednak dwie zalety: panią zza baru (jednak zdarza się, że w schroniskach pracują mili ludzie) i oczywiście piwo. Niestety każde schronisko górskie ma też jedna zasadniczą wadę, a mianowicie taką, że nikomu nie odmawia się wstępu, w tym również głupim pipom. Takowa właśnie swoim gadaniem zepsuła mi radość z degustacji drugiego piwa w drodze powrotnej. A co może być gorszego, ja się pytam, od zepsucia komuś fazy podczas picia piwa??






W Karkonoskim Parku Narodowym spotkaliśmy Pingwina Szarego Karkonoskiego, oraz kilka odmian Wilków Karkonoskich w tym jednego Wilka Karkonoskiego Białego, a także Królika Górskiego Szablozębnego (ale tego ostatniego tylko ja widziałam i to po jednym browarze), a Śnieżne Kotły zdecydowanie wolę oglądać z góry.
July 1st, 2010 at 5:17 pm
Gorsze może być tylko to, jak wyślesz kogoś mało-inteligentnego po jedno piwo i wróci z jednym piwem.