Gorąco, sennie i złośliwie…
… czyli lato w pełni. Iście chorwackie temperatury zmusiły mnie do przeorganizowania rozkładu dnia, aby wszelką utratę wody przez mój organizm ograniczyć do minimum. Ku niezadowoleniu zaspanej Reveli spacerujemy we wczesnych godzinach rannych ale i tak wracam mokrusieńka i Rev również (chociaż psy się nie pocą), bo z rozbryzgiem zalicza po drodze wszystkie leśne, mniej lub bardziej okresowe, zbiorniki wodne typu kałuża.
Na blogach zacichło. Sis ledwo wróciła, już wyjechała, a Gebe nie wrzucił zdjęć z Gżegżółek. GodTuw przynudza, a jak już napisze coś ciekawszego, to jawnie olewa polskich stałych czytelników bloga każąc im przenieść się na stronę angielskojęzyczną, “aby przeczytać więcej”. Polska język, trudna język… O ile nie mam problemów ze śledzeniem pasjonujących przygód Melisy i informatyka geja (choć bardziej interesowałyby mnie niusy z życia uroczej pani sprzątaczki), o tyle posta “Cloud Computing…” w języku angielskim bez słownika nie przeczytam. Trzeba było kończyć szkołę w UK i uczyć się języków, głąby, tak? …
Za to na fejsbuku wrze. Kiedy ci ludzie pracują, skoro co chwilę kogoś lub coś lubią, coś komentują, wrzucają linki, zdjęcia i dzielą się własnymi przemyśleniami typu “gorąco dzisiaj, spociłem się jak świnia”? Oczywiście drugi człon wypowiedzi tylko w domyśle, bo:
a) Na fejsbuku nikt się nie poci, a jak się poci, to tylko wąskim paskiem od połowy klatki piersiowej do pępka, ewentualnie jeszcze podobnie na plecach. I to tylko na siłowni, lub podczas joggingu. Pod pachami się nie pocimy, absolutnie, to nie jest cool.
b) Mamy na fejsbuku takich ludzi na liście znajomych, którzy niekoniecznie muszą wiedzieć, że właśnie cieknie nam po plecach.
Ot, uroki portali społecznościowych.
Termometr wybił 32°C. Byle do jesieni…
July 21st, 2010 at 7:18 pm
Musisz na fejsbuku wstawić linka do tego posta. Jak masz konto to musisz używać.
July 22nd, 2010 at 12:26 pm
No właśnie nie mogę. Nie dość, że ja musiałabym wówczas uważać na każde napisane na blogu słowo, to jeszcze straciłabym najwierniejszego komentatora.
I nie muszę.
July 23rd, 2010 at 7:13 am
I widzisz, widzisz, myślenie życzeniowe działa (niestety, kurwa jego mać) i jak się Polacy na upał obrazili, to przez weekend będzie lało, w niedziele się wkurwią na deszcz i od poniedziałku znowu +35.
Zdjęć z Gżegżółek nie było i nie ma, tzn. są ale w sumie nie ma, ot tak wyszło.
July 23rd, 2010 at 11:09 am
Kwestię zdjęć rozumiem, mi prawie zawsze tak wychodzi;>
July 25th, 2010 at 8:05 pm
a mi się tam upał podoba. chociażby z tego względu, że mogę zjeść z wami śniadanie na tarasie ;]
i przyznaje się do winy. przyjechałam, pojechalam, ale wracam lada dzień.
A ze zdjęciami też mi kurde nie wyszło ! no bo baseeenu zdjęcia mam robić ? chłopakom dochodzącym do perfekcji w tym co już umieją najlepiej – lenistwie ? a jak poszłam raz o zachodzie słońca na plaże to mi się bateria wyczerpała – stary numer ;]]]
July 25th, 2010 at 9:21 pm
Kaczuszka, Sis, kaczuszka!
July 26th, 2010 at 10:20 pm
jak na razie to ja robie za kaczuszkę, średnio 2 razy dziennie wrzucona do basenu :[ ;)
August 1st, 2010 at 8:14 pm
o zdjęcie wróciło na bloga !