Jeleniogórska codzienność, c.d.
1. Punkt ksero, ul. Wolności
2. HDI, ul. Sobieskiego
3. NOMI, al. Jana Pawła II
4. Skoda Ultima Jelena Góra, ul. Spółdzielcza
5. Citroen Centrum Motoryzacyjne Grabarów
6. METALOWIEC, ul. Wolności
7. PERFEKT salon łazienek, ul. Wincentego Pola
8. k%^! Gebi, salon p#!#&^*!!#* sukni ślubnych i innego badziewia, ul. Różyckiego
Miesiąc temu złożone zamówienie. Pani miła, zamówienie proste jak dymanie, termin ustalony, płacę z góry. A potem echo. Próba kontaktu telefonicznego kończy się za każdym razem na dwa możliwe sposoby: długim sygnałem przerywanym, lub informacją, że “szefowej nie ma, proszę dzwonić jutro”. 5 dni przed terminem jadę do k!#*&@$ salonu osobiście, chociaż zajebiście mi nie po drodze, o tyle, o ile w Jeleniej Górze coś może być nie po drodze. Szefowej nie ma. A to ci niespodzianka!, Mówię, że poczekam, bo nie mogę się dodzwonić. Po półgodzinnym namierzaniu na telefon komórkowy (w tym czasie okazuje się, że czeka na nią jeszcze pięć panien młodych z osobami towarzyszącymi, w tym jedna w ciąży) szefowa pojawia się z siatką pomidorów i bułkami. I się okazuje, że ona nic nie wie na temat mojego zamówienia, bo przecież to nie ona szyje!! Wie Marysia, która była cały ten czas, kiedy czekałam na szefową i zapewne też wtedy, kiedy dzwoniłam, a szefowej nie było. Tak na marginesie drogie panie z salonu, jeśli kiedyś będę pracowała w Żabce (no bo innej pracy tu nie znajdę), i przyjdziecie kiedyś po jogurt, to powiem, że nie ma, bo akurat towar rozkładała koleżanka, to skąd ja mam niby wiedzieć, czy jest! Wracając do mojego zamówienia: okazuje się, że Marysia jeszcze go nie tyknęła. A na kiedy? Na sobotę?? Ale na papierowym świstku potwierdzającym wpłatę za zamówienie nie ma, że na sobotę! A skąd ja mogłam wiedzieć, że miało być? … Finał w piątek o 17.
A teraz: jeśli ktoś całkiem przypadkiem trafi na tą stronę wpisując w Google frazę z salonem i resztą, co takie trudne nie jest, bo ponoć pozycjonuje się moja strona, nie wiedzieć czemu, całkiem nieźle, to napiszę, że pani, która obsługuje jest bardzo miła, a klientki zdawały się być spokojne i zadowolone. Być może to te klapki, które mamy na oczkach przed ślubem. Albo mieszkają tu od zawsze, psiapsióła tu kieckę szyła, koleżanka psiapsióły, sąsiadka i żona byłego, to gdzie niby one mają szyć? Oj, miałam być miła. No więc, jak ktoś chce suknię ślubną i jest tutejszy (zauważcie, że nie dyskryminuję płci tzw. brzydkiej ;P ), to pewnie będzie zadowolony.
BTW. Czy do k!#@^ n^%!# słowo “psiapsióła” znajduje się oficjalnie w słowniku języka polskiego, ze mi mój zajebisty wszystkowiedzący MAC go nie podkreśla?? Koniec świata.





